Akurat pomocnik bobiniarza nawijał czułą bibułkę na rolkę-matkę, gdy przyszedł bobiniarz główny we własnej osobie, kurdupel szczelina i powiedział, zostaw na chwilę tę jumbo-rolę i słuchaj, lecę, mam spotkanie z tkaczką, co jest lekka jak piórko, umówiliśmy się pod mostem, żeby nas nie zwiało, bo ja jestem mały, a ona leciutka, i potrzebujemy miejsc bezwietrznych; elektrownie wiatrowe, wiatraki oraz wiatrołapy nie są dla nas. Pomocnik spojrzał w dół na niego, nie wiedział, czy to żarty. A wtedy bobiniarz główny zadarł głowę do góry i dodał, właściwie mógłbyś pójść z nami, bo i dlaczego nie, i dlaczego tak, ale dlaczego nie, chodź, będziemy mieć butelkę wina, jeśli i ty weźmiesz, będziemy mieć dwie, posiedzimy i pogadamy, o której kończysz.
Pomocnik bobiniarza spojrzał na zegarek i powiedział na pewno nie teraz, jeszcze pół zmiany przede mną, kilometry bibułek czułych, na które nie można mieć lekkiego oka, a ciężkie, takie, które patrzy, takie, które widzi, które pilnuje. Dobrze, odpowiedział bobiniarz najwyższego stopnia, przyjdź potem, zapisze ci adres: pod most bez wiatru, amen. Będziemy tam na ciebie czekać, weźmiemy lunch i kilo sera dla ewentualnego obciążenia. Ech, westchnął bobiniarza pomocnik, bo był w szachu przymusu, że iść trzeba.
Następne cztery godziny całował bibułkę, gładził i wachlował, a ona sama nawijała się na bobiniarkę. Aż zostawił ferszalunek pomocnika bobiniarza na haku, choć nadal musiał nim być z twarzy i szedł jako on pod most bez wiatru, amen. Kupił wino i trzy pętka kiełbasy, hojnie, dla każdego. Woda szemrzała przyjemnie, a ptaki śpiewały pięknie, gdy przemierzał drogę, którą miał przebyć. Krzaki urosły przy zejściu, ale udało się pod most zejść.
No dzień dobry, ale nikogo tu nie ma. Ucieszył się pomocnik, bo miał wino, trzy pętka kiełabasy i mógł się z pomocnikiem bobiniarza pożegnać, a przywitać ze sobą. Fajnie, no i nie wieje. Usiadł na betonowym podeście, zagryzł kiełbasę, zrobił łyk wina i spojrzał w górę. Niebo było dla niego zaraz po bobiniarce najlepsze, nie tylko, że niebieskie i chmury, ale przez możliwości, jakie w sobie miało.
Nagle usłyszał: psst, pssst. Kto tam, zapytał i odwrócił głowę, a tam w krzakach ukryte dwie głowy: bobiniarz i dziewczyna. Pomocnik bobiniarza zrobił wielkie oczy, spokój z niego odpadł, prąd przeszedł ciało. Czemu siedzicie w krzakach, zagaił, musieliśmy się ukryć, bo wiatr zaczął wiać i się chwyciliśmy korzeni, żeby nas nie porwało. A czy coś złego by się stało, gdyby was porwało, zapytał pomocnik bobiniarza nagle dla siebie samego nawet. No polecielibyśmy do nieba i tam by z nami wiatr robił, co chce, o chmury obijał i dął nam w buzie. No tak, no tak, zamyślił się pomocnik, ale czy to coś złego, lepiej się trzymać całymi siłami korzeni? Dla pewności tak, mówi bobiniarz, dla niepewności nie, odpowiada dziewczyna. Nie ma zgody, pojawiają się wątpliwości.
Wychodzimy! Krzyczy bobiniarz. Decyzja podjęta, odważna. Wyszli i nic, udało im się ustać, więc siedli, napili się wina, zagryźli kiełbasy. Aż podmuch przyszedł taki, że go było słychać, zadęło wiatrem i całą trójkę do nieba porwało. Świstało nimi, miotało z prawa do lewa, napompowało im rękawy i nogawki, ale co się dzieje, nagle uśmiechy, uśmiechy na twarzach są. Cała trójka się śmieje i zaczyna rękami machać, opanowują wiatr, opanowują latanie. Teraz tkaczka będzie tkała z wiatru, a bobiniarze będą czule nawijać wiatr na chmury, wiatr na ptaki, wiatr na wichury. Wiatrarze nazywają się wspólnie i lecą, lecą, lecą, do chmur, do nieba!

Pompulina Pom Pom (tekst)
Nefolożka, rozbujana chmuroizmem specjalistka od pięter niskich. Mówi w 18 językach, w tym: pompeluńskim, gagaguguałckim i nefretete. Wirtuozka gry na żebrze Adama oraz prekursorka tworzenia melodii na pomponie solo, a także z orkiestrą. Autorka bestsellerowej powieści
Ojojoj, nagrodzonej nagrodą Pompy i Pompulady, oraz tomu wierszy W chmurach nie ma dżemu, znanego w całym kosmosie. W wolnych chwilach resublimuje parę wodną, ćwiczy latanie i haftuje w serca rzeczy niewidzialne.

Rita Karmensita (grafika)
Nie lalunia i nie babunia. Coś pomiędzy dziką praliną a maliną. Piękna i nieskazitelna. Jej fioletowy odcień skóry zwabia mlaskanie publiczności. Prywatnie łagodnie puszysta w smaku, smaczna.
