Kwoczyna zestarzała się tak niebiańsko, że aż pisknęła w górę puchem swojego oddechu. Z jej ust wyleciała wata starowiary! Rzekła:
- Wierzę w starozeschnięcie chmury! Spadnie na mnie jak sucharek, na szczęście, na starość, na głód, uśmiechnie się do mnie pyszniutką zmarszczką, załomocze w mój reumatyczny kwoczyzm. Zbawienny przestworzyzm. Tylko w niego wierzę. Starowinkość, doświadczona i boląkowata osiadłość. Dobra, koniec porannego marzenia.
Kwoczyna nastawiła swoje zmarszczki i wypuściła je do szkoły.
Zmarszczka I wygładziła swoją spódniczkę i rzekła:
- Kwoczyno, Kwoczyno, nie mam zadania domowego!
Kwoczyna odpowiedziała:
- Nie musisz, pochodzisz z mojej starości!
Zmarszczka I:
- Ale ja chcę się uczyć, ciągle, ciągle!
Kwoczyna:
- No to tym razem dostaniesz pałę, uśmiechnij się szeroko.
Zmarszczka II wygładziła swoje rybaczki i rzekła:
- Kwoczyno, Kwoczyno, nie mam drugiego śniadania! Ani kawałeczka chlebusia!
Kwoczyna odpowiedziała:
- Przerąbanizm. Ale lecisz przez strefę fast foodową w przestworzach, kup sobie chmur-burgerka.
Zmarszczka II:
- Nie lubię, jest niezdrowy i wilgotny, i fuj, śmierdzi deszczem.
Kwoczyna:
- No to bądź głodna, zjesz sobie potem kawałek mojej twarzy.
Zmarszczka III wygładziła swoje rajstopy i rzekła:
- Kwoczyno, kwoczyno, kocham cię!
Kwoczyna wzruszyła się mocno i odpowiedziała:
- Ja ciebie też, uważaj na siebie, chcę cię mieć do końca życia.

Rita Karmensita (tekst i grafika)
Nie lalunia i nie babunia. Coś pomiędzy dziką praliną a maliną. Piękna i nieskazitelna. Jej fioletowy odcień skóry zwabia mlaskanie publiczności. Prywatnie łagodnie puszysta w smaku, smaczna.
