I.
W odróżnieniu od Ingi większość nie tęskniła za tym, co było za murem.
W zasadzie to, że Inga chciała wrócić tam, skąd przyszła, było wyjątkowe.
Może właśnie z tej przyczyny rozumiałyśmy się lepiej, niż zakładał obyczaj –
ja też lubiłam wspominać piękne, odległe chwile, przywiązanie do mojej gromady.
Uwierała jednak moja niekonsekwencja, bo przecież odeszłam
od nich bez słowa, z błahego, jak się okazało, powodu.
A gdy porównywałam własną historię z powodami, dla których inni
odeszli od swoich, wyróżniała mnie wielka naiwność.
Weźmy na przykład Janiczka, który nawet w upalne dni skrzętnie ukrywał
trenowane kijem ciało; Holly miała zęby w okropnym stanie,
bo w jej rodzinnych stronach panował osobliwy sposób przydziału jedzenia,
z którego, nie wiedząc czemu, często wypadała.
Była i Anna Sue, która sumiennie goliła głowę, jednak spomiędzy odrastających
włosów widać było placki skóry niepokryte nimi wcale. Dla nich wszystkich
kolonia opowiadaczy była ogromną szansą. Ale gdy już nieco odżyli, to i tak
dali się wciągnąć w szalone projekty Dafne, która chciała stąd uciec.
Z początku grupa, o której tu mowa, trzymała prawdziwe plany w ukryciu
przede mną. Ale też potem przyznali, że dopiero opowieści o moich
rodzinnych stronach były tym, czego wcześniej im brakowało –
obietnicą miejsca, które ich przyjmie, nie prosząc o zbyt wiele w zamian.
Pomruki o ucieczce rozbrzmiewały więc coraz głośniej.
II.
A gdy mnie o to prosili, opowiadałam Legendę o Magdalenie, pełną domysłów i klisz.
Najbardziej upodobali sobie fragment o cudzie, który przydarzył się w czasie
wielkiej choroby, gdy Magdalena była w ciąży i nadszedł dla niej dzień rozwiązania.
Dała życie dziecku, które wyjątkową pieśnią wygrało ze śmiercią.
Poród był trudny, długi. Magdalena zdążyła tylko pocałować główkę dziecka
i nagle serce matki przestało bić. I równie nagle noworodek, dziewczynka Anabell,
gdyż tak planowano ją nazwać, wyswobodziła się z rąk matki i poleciała
aż do pałacu rządców podziemnej krainy.
Gdy doleciała, dryfowała niezdarnie nad głowami istot zebranych w królestwie piekieł,
a potem zwróciła ku nim rozumne spojrzenie i zaczęła tańczyć. Przestępowała
z nogi na nogę, do przodu i w tył. Pieluszka drgała. Machała lewą dłonią jakby dotykała
strun liry, prawą wzniosła ku górze i zaczęła śpiewać.
Persefona – w swoim ogrodzie uschniętych grusz i jabłoni, czarnym od nagich konarów
i gruzłowatych gałązek, a tron jej żałobny ametyst – słuchała. Anabell śpiewała.
O zamkniętych drzwiach, których bronią tajne hasła obracane w głowie i na języku: placki, kopytko, Wałbrzych, Paweł Władca.
O truskawkach, o krzyku niezgody.
O nauce języków, o relacji z ojcem, o latach starań i rozczarowaniu.
O tym, jak pięknie jest podrzucać piłkę, jak niezręcznie jest wtedy wchodzić do pokoju.
O Rurkach, o kurwa, o nieczystym stole, który wywołał złość.
O pokazywaniu części ciała nieznajomym, którzy proszą o to, co zakazane.
O czyjejś japie, o czyimś rapie.
O smaku kurczęcia i ziemniaków podanych jak drogie danie.
O dzieciach, które machały rękami i twarze wykrzywiały w obłędzie.
O tym, że te obrazy łączyła ze sobą przeciw rozumowi.
I żadną przywołaną sceną nie sławiła sensu.
Gdy Anabell skończyła, spełniło się wszystko, o czym powiedział kiedyś wróżbita.
Magdalena została wrócona do życia przez dziecko, które sama wydała na świat
i nikt już nie przewracał oczami, nie oglądał się za siebie —
Po tym, jak opowiedziałam Legendę pierwszy raz, w grupie coś się zmieniło.

Eryka Dyke (tekst)
Pochodzi z gromady wyznającej kult starej sieci; skonfliktowana z własną babką; naraziła najbliższe przyjaciółki na niebezpieczeństwo. Lubi opowiadać historie, a w wolnych chwilach męczą ją dziwne sny.
Kasix Paryż (tłumaczenie)
Tłumaczy ze starofrancuskiego i simlish. Żyła tylko w dużych miastach i boi się bliższego kontaktu z naturą.

Nasta Martyn (grafika)
Kiedyś byłam ptakiem, to całkiem możliwe, bo moja mama mówiła, że żyłam w kwiatach, szkarłatnych i niebieskich. Prawdopodobnie miało to też coś wspólnego z tyczkami, kwiatami, farbami. Właściwie nie pamiętam co. Zaczęłam wcześnie pisać i rysować, a potem nagle wzięłam igłę i zaczęłam przyszywać pióra do materiału, tworząc ptasi strój. Niektórzy mówią, że chcę uszyć sobie spadochron.
