Skip to content
Menu
Gazeta musi się ukazać logo
  • Pamiątken
  • Idea
  • Redakcja
  • Kontakt
  • Zdrapka
Gazeta musi się ukazać logo

Archiwa

Kategorie

Potrójny zawrót głowy, czyli viva la Jazzistance

Potrójny zawrót głowy, czyli viva la Jazzistance

Opublikowano 1 lipca 202628 czerwca 2026

Nie mogę się opędzić od tamtego zdjęcia Tony’ego Hawka.

Jastrzębioautoreferencjalnie samoostensywnego.

Fruwająco-szybującego, uwiecznionego podczas przypuszczania ataku na basen.

Mieniącego się spękanym „rozgrafitceniem” buńczucznych pociągnięć sprayem.

Pozostawionych przez hultajo-nicponiadę towarzyszącą.

Dzisiaj jednak jestem w klubie jazzowym. Coś gabardynopodobnego obija ściany, jest karmazynowe i harmonizuje z pełzającym po podłodze dywanem w odcieniu brudnego, zadeptanego bordo. Światła przygaszone, rzucają matowo-nijakie półcienie na wiszące tu i tam zdjęcia jazzmanów, którzy najpewniej byli tu z gościnnymi występami . Stoliki powoli wypełniają się personami. Część nie zna się mniej, część bardziej. Powitania, jak-się-miewania, kurtuazja greetingowa toczy się naturalnym tempem, jakiego można spodziewać się w tego typu sytuacjach przedprzedstawieniowych. Całe wnętrze, jeszcze 15 minut temu, kiedy zaczynałem ten wpis, oscylujący na granicy ciszy i progu słyszalności, aktualnie szemrze mżeniem zlewających się stąd-i-stamtnych konwersacji. Na pierwszy plan „audibility” wybijają się wątki podejmowane przy stoliku znajdującym się w sąsiedztwie mojego – nr 28. Trajkocze szóstka stłoczona przy jego dookolności, podzielona płciowo pięćdziesiąt na pięćdziesiąt, trzech facetów, trzy babki w wieku za kilkanaście wiosen postprodukcyjnym. Jeden z gostków ma nawet całkiem „groovy” kratkę, deseniującą się najpewniej wełniście na jego beżowej marynarce. Niepodważalnym urokiem jest to, że w takich miejscach jak to nie sposób mieć całkowitej pewności co do kolorów. Tamten karmazyn na ścianach, bordo na dywanie, odcień marynarki obcego stolikowego sąsiada jest czymś całkowicie UMOWNYM, czy raczej U-MOWNYM. To, jaki on jest, zależy tylko i wyłącznie od tego, jak zostanie „ubrany” w słowa, jak zostanie u-mówione, aby go określać.

Podobnie, a jednak nie tak samo, jest z dźwiękami sączącymi się ze strategicznie porozmieszczanego systemu nagłośnienia. Niby wie się, że leci Coltrane, a mimo to dręczy nas wątpliwość. Ja, jako ucho tylko odrobinę jazzujące, nie jestem pewien czy to Coltrane, czy nie-Coltrane. To jest różnica między niedaltonistycznym wzrokiem w dość rachitycznie oświetlonym pomieszczeniu a niewytrenowanym uchem, które zostało zdeptane przez słonia. To pierwsze może rozstrzygać w miarę definitywnie, wystarczy (p)odpowiednie światło, natomiast to drugie, choćby nie wiem, jak mocno zostałoby rozpuszczone przez dookolność warunków akustycznych, polegnie niechybnie.

Ściemniono światła jeszcze bardziej i jakiś wodzirejo-konferansjer w białej marynarce przyczłapał na scenę, aby pozapowiadać to i owo, jakieś fakciki związane z jakimś festiwalem, po czym weszła banda grająca, band grający jazz. Grają, słucham, potem napiszę, może teraz.

//Billie Holiday, Man in the Mirror, Come Together, What’s Love got to do with it, Rolling with me//

Cekiny bujające się na tle werblowania. Upajające, delikatnie charyzmatyczne, klawisze czerwone, bas mruczący, brzdąkliwy, absolutnie niezrzędliwy. Pauzują, więc i ja pauzuję wśródliterowo. Patrzę, obserwuję, jak zawsze, a jednak nieco inaczej…

Po przeciwnej stronie mojego stolika – który, nawiasem mówiąc, zawdzięcza swój numer (29) czystemu przypadkowi podyktowanemu totalitaryzmem procedur świeżo wprowadzonych, procedur prewencyjno-zapobiegawczych (odległość… żeby minimalizować potencjalność ewentualności…; paradoksalnie doprowadza do czegoś pozytywnego) – wisi zdjęcie. Jest przekreślone podpórką pod klapę/wieko/jak zwał tak zwał fortepianu, dziś jeszcze nieużywanego. Przedstawia przykurczonego, zebranego w sobie trębacza. Tuż przed nim siedzą jakieś dwie kobiety, być może bliżej im do dziewczyn, choć…

[Intruzja pomysłu:

Ktoś poświęcający całe swoje życie na to, by napisać i podrzucić teksty ratujące całościowy stan literatury odpowiednim osobom w odpowiednim czasie → totalna, całkowita anonimowość oraz wsobność pychy.

Pycha jest dużo silniejsza, dużo bardziej stężona, jeżeli zachowana dla siebie w sobie; pożera swojego jedynego autora i odbiorcę.

Paradoksalnie Szatan NIE POWINIEN BYŁ ZOSTAĆ strącony z nieba, ponieważ pysznił się przed Bogiem, czyli przed czymś zewnętrznym względem siebie (przy założeniu, że w niebie istnieje rozgraniczenie „zewnętrzne-wewnętrzne”), a nie przed sobą samym. To być może dowód na to, że Bóg to zwykły Demiurgunio, a nie żaden Stwórca, fuszer pierwszej klasy.]

//Drugi set: pierwszy utwór nieznany, Wonder Wall, I want it that way, Christina Aguilera, PRINCE :D//

Zabawnie tak przerwać tok literkowania, aby popatrzeć, jak inni słuchają. Miażdżąca większość ZAWSZE patrzy na dźwięk. Czyżby wzrok posiadał aż taką hegemonię nad swoimi zmysłowymi kolegami po fachu? Ha, ha, ha, głównym grzechem słuchu musi być zatem zazdrość. Główny grzech słuchu, główny grzech głuchu niczym ząb zupa zębowa, dąb zupa dębowa (i jej dookolnie-odbytnicza pomyłka).

[Interludium Tonyhawkowe: stworzyć litery, nadać im brzmienie fizycznej aranżacji comba tricków!!; krótkie zdania, bezkompromisowe, nieznoszące sprzeciwu!!]

Wracając do portretu po drugiej stronie sali, wygląda niczym szykujący się do skoku tygrys.

Rozmowy sąsiedniego stolika. Uchylanie marzeń, ale wypolerowane, choć raczej niewstrzymywane, być może również niewyreżyserowane. Posłuchajmy, nasłuchujmy…

//Trzeci set: pierwszy nieznany, ale perkusista odpalił ogień!, Oops, I did it again, Sia – Chandelier, Hit the road Jack na do widzenia.//

I nie opiszę obrazu {obrazzu} z trębaczem do końca. Będę wchłaniał niewchłonność, niewchłanialną przemijalność dziejącej się teraźniejszości… We skulk, we wait, and see what’s going to happen…

Z powrotem do nasłuchiwanek. Jeden z moich sąsiadów staje się kapkę wylewny, lecz tylko pod względem narracyjnym, nie narzuca się swoim przystolikowym kompanom, nie szasta nagłym przypływem wylewności na prawo i lewo. Opowiada, przedstawia swoje perypetie wczesnomonarchiczne. Życie, życiuje o życiu, życzliwy życiownik. Na scenie zaś rozgrzewają się już late, late night jazzowcy (aktualnie dochodzi 23:15). Z głośników właśnie rozlega się wielki przebój ze stacji Fever 105 z GTA Vice City – „Never too much” Luthera Vandrossa. Groovy! Szkoda, że nie można tańczyć. Szkoda, że sala nie jest napchana po brzegi. Ciekawe, czy poczułbym aproksymację klimatu nowojorskiego jazz jointu? Być może nawet aż tak nie przeszkadzałby mi brak papierosowego dymu…

Aktualnie znowu leci jazz.

Amonne Purity (ur. 1995; tekst)

Amerykański przybłęda z Dakoty Południowej, teoretyczny skejt, potencjalny miotacz liter, samozwańczy recenzent przeważnie XX-wiecznej beletrystyki dla ejtisowych nerdów z NewRetroWave, lubi stopklatkować rzeczywistość, ale nie ma czym.

Nasta Martyn

Nasta Martyn (grafika)

Kiedyś byłam ptakiem, to całkiem możliwe, bo moja mama mówiła, że ​​żyłam w kwiatach, szkarłatnych i niebieskich. Prawdopodobnie miało to też coś wspólnego z tyczkami, kwiatami, farbami. Właściwie nie pamiętam co. Zaczęłam wcześnie pisać i rysować, a potem nagle wzięłam igłę i zaczęłam przyszywać pióra do materiału, tworząc ptasi strój. Niektórzy mówią, że chcę uszyć sobie spadochron.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Warte uwagi

  • Facebook
  • Instagram
  • Grupa Brzuch
  • Główna
  • Instagram
  • Facebook
  • Polityka prywatności
©2026 Gazeta Musi Się Ukazać – Cyfrowy art-zin | Powered by SuperbThemes
Ta strona używa cookies. Czytaj więcejUstawienia cookiesZgadzam się
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these cookies, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are as essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may have an effect on your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
SAVE & ACCEPT