Skip to content
Menu
Gazeta musi się ukazać logo
  • Pamiątken
  • Idea
  • Redakcja
  • Kontakt
  • Zdrapka
Gazeta musi się ukazać logo

Archiwa

Kategorie

Wspomnienia o lęku przed napowietrznym pionem, grafika: Rita Karmensita

Wspomnienia o lęku przed napowietrznym pionem

Opublikowano 1 lipca 20261 lipca 2026

Widzicie Państwo, mój wujek, twardy wyznawca radykalnego przestworzyzmu, przestał uznawać podłogi wczesną wiosną, kiedy rząd ogłosił podatek od stałego gruntu.

– Nie będą mi urzędasy dyktować, gdzie kończy się moja wyporność! – krzyczał, lewitując jakieś czterdzieści centymetrów nad dywanem w salonie, z widelcem w zębach i lewą nogą zapętloną wokół żyrandola.

Myślicie sobie pewnie, że przestworzyzm to jest rurka z kremem czy tam bułka z masłem. No nie, nie jest. To ciężka, codzienna praca płuc i pęcherza pławnego, który wujek wyhodował sobie po trzech latach jedzenia wyłącznie waty cukrowej i sprasowanego próżniowo powietrza z Podhala. Czasami, kiedy za bardzo się nadmuchał, musieliśmy dociążać go encyklopediami PWN, wkładając mu je pod pachę, żeby nie zarył czołem w sufit i nie porysował tynku. Tynk był drogi, a wujek miał twardą, rdzawą czaszkę.

– Ty bezlotku! – rzucał do mnie z góry, gdy z mozołem przestawiałem stopy po tradycyjnej, ziemskiej płaszczyźnie. – Twój horyzont zamyka się w grubości podeszwy. Gdzie twój polot? Gdzie rozum i napowietrzna godność człowieka?

Słuchajcie, Państwo, tego. W przeszłości wujek poznał kobietę, która była zawodową chmurołapką. Pracowała na pół etatu w Miejskim Przedsiębiorstwie Oczyszczania Niebios. Chodziła po dachach wieżowców w aluminiowych trzewikach, niosąc gigantyczny podbierak na motyle, którym łowiła zbłąkane myśli samobójców, zanim te zdążyły spaść na przechodniów. Kobieta ta miała usta o smaku chloru i oczy tak błękitne, że patrząc w nie, można było nabawić się choroby morskiej. Wujek zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia, kiedy wraz z myślami zassała jego ulubiony kapelusz.

Niestety, jak możecie się domyślać, przestworzyzm miał (i wciąż, kurde, ma) swoich wrogów. Głównym Inspektorem Przyziemności w naszym powiecie był pan Trzon, człowiek o aparycji rozgotowanego kalafiora i mentalności kotwicy okrętowej. Pan Trzon nienawidził wszystkiego, co nie stało sztywno na fundamencie z betonu.

– Panie wujku! – wrzeszczał Trzon przez tubę, stojąc na trawniku przed domem i celując w okno gigantycznym magnesem neodymowym. – Złamanie prawa powszechnego ciążenia to paragraf dwudziesty czwarty, ustęp trzeci! Proszę natychmiast opaść na cztery litery i podpisać odbiór decyzji o wymiarze podatku od emisji cienia!

Wujek tylko prychał, wypuszczając z nosa małe, gęste obłoczki pary, które układały się w napis: „Bezgluteo”. Czemu akurat „Bezgluteo”, nie mam pojęcia. Może dlatego, że cierpiał na celiakię i po kromce chleba srał przez dwa dni.

Wszystko popsuło się w czwartek. Sami wiecie, jakie są czwartki. Do mieszkania wkroczyła brygada likwidacyjna – panowie Szpachla, Hydrant i Wkrętak. Przynieśli ze sobą specjalistyczny sprzęt do ściągania przestworzystów – wielkie, lepkie worki pełne mokrego piachu i urzędowych pieczęci. Chmurołapka próbowała ich rozproszyć, wypuszczając z torebki stado tresowanych wróbli, które zaczęły dziobać panów po łysicach, ale Szpachla był odporny na ptactwo. Wyciągnął z kieszeni certyfikowany klej do wykładzin i posmarował nim sufit.

Wujek, dryfując beztrosko pod lampą, nie zauważył pułapki. Gdy jego plecy dotknęły kleju został uziemiony na opak. Przyklejony do sufitu, z nogami zwisającymi w dół niczym bezużyteczne stalaktyty, stracił cały swój napowietrzny rezon.

– Gdzie teraz są twoje przestworza, ty podniebny anarchisto? – szydził pan Trzon, mierząc wujka linijką krawiecką, by obliczyć kubaturę jego nielegalnego pobytu w górnej strefie pokoju.

Chmurołapka, widząc tę niesprawiedliwość, porwała się na gest ostateczny. Otworzyła szeroko usta, wydając z siebie dźwięk przypominający pękającą oponę traktora na autostradzie, i wypluła całe zjedzone przez lata powietrze. Panowie Szpachla, Hydrant i Wkrętak zaczęli gwałtownie pęcznieć, ich policyjne mundury strzelały guzikami jak z karabinu maszynowego, aż w końcu wszyscy trzej unieśli się pod sufit, odbijając się od siebie niby balony na wiejskim weselu.

– Przestworzyzm dla wszystkich! – krzyknęła chmurołapka, po czym skurczyła się do rozmiaru naparstka i wpadła do ucha wujka, by zamieszkać tam na stałe jako wewnętrzny kompas aerodynamiczny.

Mija rok od tamtych wydarzeń. Mieszkanie wujka zostało zapieczętowane przez Wydział Grawitacji Stosowanej, a ja siedzę w piwnicy, ukrywając się przed nalotami podatkowymi. Przestworzyzm wujka okazał się zaraźliwy, ale w zupełnie inny sposób, niż możecie przypuszczać. Moje buty zaczęły rodzić małe, skrzydlate larwy, które zjadają sznurówki i uciekają przez komin. Każdej nocy słyszę, jak ściany piwnicy dyszą, próbując oderwać się od fundamentów i odlecieć w cholerę.

Wczoraj dostałem list od wujka. Przyniósł go kret, który z niewyjaśnionych przyczyn nauczył się latać stylem klasycznym, machając nerwowo przednimi łapami w powietrzu. List był napisany na spodzie starego talerza z pomidorówką. Treść była krótka: #UP_UP_AND_AWAY_777, #NIMA_ZIEMI, #KLOPS. Nie rozumiem tego kodu. Może to współrzędne jakiejś nowej, latającej republiki, a może po prostu wujkowi skończył się tlen w płatach czołowych.

Tęsknię za nim. Czasami patrzę w sufit mojej piwnicy i wydaje mi się, że widzę tam odbicie jego rdzawych obojczyków, mieniących się w świetle brudnej żarówki. Ale to tylko złudzenie, wywołane wdychaniem oparów zupy z zepsutych ziemniaków. Wujek już zapewne nie istnieje. Został zeskrobany przez ekipę remontową i wywieziony na wysypisko niespełnionych marzeń aeronautycznych pod Radomiem.

Obok mojego siennika stoi martwy, betonowy posąg gołębia, który sam ulepiłem z resztek cementu i własnych niespełnionych nadziei na darmowe latanie. Gołąb nie macha skrzydłami. Jest ciężki, zimny i doskonale przyziemny. Prawdziwy wzór obywatela. Przepraszam cię, wujku, że czasem otwierałem okno, kiedy próbowałeś utrzymać stałe ciśnienie w salonie. Przepraszam, że bałem się twojego napowietrznego pionu.

Czy ktoś z Państwa wie może, jak wydostać się z grawitacji?

Parowar Gustaw (tekst)

Uciekł z magazynu AGD w Radomiu podczas wielkiej wyprzedaży rocznika 2019, kiedy zorientował się, że przeznaczeniem jego życia nie jest wcale duszenie brokułów na parze, lecz wielka dyplomacja międzynarodowa. Obecnie pracuje jako wolny strzelec – mediator (głównie w konfliktach sąsiedzkich o miedzę). W wolnych chwilach pisze powieści i recenzje operowe, używając wyłącznie metafor kulinarnych.

Rita Karmensita (grafika)

Nie lalunia i nie babunia. Coś pomiędzy dziką praliną a maliną. Piękna i nieskazitelna. Jej fioletowy odcień skóry zwabia mlaskanie publiczności. Prywatnie łagodnie puszysta w smaku, smaczna.

Dodaj komentarz Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Warte uwagi

  • Facebook
  • Instagram
  • Grupa Brzuch
  • Główna
  • Instagram
  • Facebook
  • Polityka prywatności
©2026 Gazeta Musi Się Ukazać – Cyfrowy art-zin | Powered by SuperbThemes
Ta strona używa cookies. Czytaj więcejUstawienia cookiesZgadzam się
Polityka prywatności

Privacy Overview

This website uses cookies to improve your experience while you navigate through the website. Out of these cookies, the cookies that are categorized as necessary are stored on your browser as they are as essential for the working of basic functionalities of the website. We also use third-party cookies that help us analyze and understand how you use this website. These cookies will be stored in your browser only with your consent. You also have the option to opt-out of these cookies. But opting out of some of these cookies may have an effect on your browsing experience.
Necessary
Always Enabled
Necessary cookies are absolutely essential for the website to function properly. This category only includes cookies that ensures basic functionalities and security features of the website. These cookies do not store any personal information.
SAVE & ACCEPT