Siedzę sobie w przestworzach. Nie było trudno. Windą na najwyższe piętro. A może nie było łatwo. Nie wiem. Nie pamiętam, jak dotarłam do windy.
Siedzę i przyglądam się z daleka. Patrzę na słońce, niebo. Patrzę na ulice na dole. Patrzę na psa, co kopie dziurę. Patrzę na sklep z herbatką.
Widzę ruch. Biegnących ludzi. Ruszające samochody. Słyszę warkot. Zgiełkę. Jestem zmęczona. Chcę wracać. Ale siedzę.
Czekam. Nie wiem, na co. Wszystko jest możliwe. Może otworzy się niebo. Może pęknie. Może zaraz ktoś zza niego wyjdzie. Olbrzym o gigantycznych dłoniach. Weźmie mnie w palce, połaskocze i odstawi na dach tego albo innego budynku.
I będę tam siedzieć i obserwować albo może schowam się za kotarą, za którą nie widać, gdzie jestem.
Przestworz(yzm)
Przestworz to taki potwór, co zjada marchewki. Chodzi od domu do domu i szuka pomarańczowych korzonków. Nie zagląda w okna, nic go nie interesuje. Idzie prosto do grządek.
Jak trafi, siada wygodnie, zgniatając cukinie czy pomidory, i jeden po drugim wyciąga z ziemi swoje przysmaki. Z wielkim zadowoleniem pakuje je do buzi i połyka.
Wtedy w brzuchu przestworza otwierają się przestworza.
Przestworz patrzy oszołomiony i ogląda brzuch jak telewizor. Czka i obraz się zmienia. Jak w kalejdoskopie. I znowu. I znowu.
Czasami na pole marchewek przychodzą też badacze. Zapisują, co widzą. A tam cyrk. Obwoźny. Ruchomy. Czego tam nie ma. Wszystko jest. Słoń i klaun. Balerina, co jeździ na koniu. Linoskoczek w pięknym stroju. A potem tęcza i reklama sportów ekstremalnych.
Badacze spisują i tworzy się z tego nauka: przestworzyzm. Jest już kilka tomów. Nikt do nich nie zagląda. Są lepsze rzeczy do robienia. Jedzenie marchewek i oglądanie brzucho-telewizora.

Hania Bania
Zwinna krewetka; lubi pisać i związywać włosy kolorowymi gumkami.

Kirill Cool Aleksandrov
Tańczy, droczy, robi porcze. Chciałby urodzić się mrówką i nosić wielgachne okruszki bezowe.
